Pytanie brzmi: Unia, zwana przeze mnie bardziej odpowiednio „c*ujnią”, ma za cel zeroemisyjność, czy elektromobilność? Wbrew pozorom są to dwie RÓŻNE rzeczy. Ale po kolei.

W tęczowej c*unijnej rzeczywistości od tego roku będą na samorządy nakładane kary za nieosiągniecie poziomu recyklingu odpadów. Jest tu uproszczenie. Chodzi o to, że wcześniej samorządy dawały radę, ale co roku wymagany poziom odzysku jest wyższy. Jednocześnie skład śmieci nie zmienia się na tyle, by możliwe było „wyciągniecie” z nich więcej surowców wtórnych niż w latach ubiegłych. Branżyści wiedzą o co chodzi, dla osób spoza branży podawanie szczegółów byłoby nużące. Proszę mi zatem w tym miejscu uwierzyć na słowo, a jak ktoś nie chce, to niech sam sprawdzi we właściwym środowisku lub prasie fachowej. Kary zaczynają grozić coraz większej ilości gmin, czyli każdemu z nas. JEDNOCZEŚNIE zbliżamy się do 2035 r., w którym już nie zarejestrujemy nowego auta spalinowego. Rejestrować będzie można tylko „używki”, a jak znam drogą c*ujnię, to rejestracja „starego”, bo powstałego np. w 2034 r., auta będzie tak kosztowana i kłopotliwa, że hoho. Już któraś z francuskich fabryk głosi, że „przezbraja” swoją fabrykę tak, żeby stare auta tam odnawiać a potem je wystawiać, ale nie do sprzedaży, lecz jedynie do wynajmu. Pewno do tego bezdennie bzdurnego wynajmu „na minuty”, który krytykowałam wcześniej. Ale nie o to chodzi. Otóż jak znam drogą c*ujnię, to za nadmierną ilość prywatnych wozów spalinowych też będą jakieś kary. Tenkrajowe pogłowie jakiś bat albowiem czuć na sobie musi, skoro samo nie chce się dostosować do mądrości etapu. Ale to tylko moje czarnowidztwo i nie te akurat przewidywane działania *ujni są największym problemem. Idźmy bowiem dalej.

Otóż droga *ujnia zmusza nas do elektromobilności. Pomijam tu absurdy w rodzaju elektrycznej ciężarówki, albo wozu strażackiego, który nie pojedzie do pożaru, bo się będzie akurat ładował jeszcze przez jakieś 4 godziny, albo pytanie „skąd prąd” do tych zabawek. Podkreślam, że sama tylko elektromobilność to koszty, na które nas nie stać, w dodatku nijak nie pomaga nam to w problemie opisanym wyżej (z tymi karami i śmieciami).


Tymczasem, jeśli uznamy, że potrzebujemy zeroemisyjności, to rozwiązaniem dla nas byłoby… wykorzystanie odpadów i osadów ściekowych. Z tymi ostatnimi nie bardzo jest co robić, mokre toto, więc trudno spalić, nie zawsze się nadaje na nawóz itd. Fermentacja, hydroliza, piroliza, zgazowanie, spalanie odpadów liczy się jako recykling (w uproszeniu), więc przestałyby nam grozić kary. Można przeróbkę (fermentację, hydrolizę, zgazowanie, inne) odpadów, w tym osadów prowadzić do np. metanu, metanolu, gazu syntezowego, diesla, benzyny. Tu też jest uproszczenie, ale mniejsza o szczegóły techniczne. Idzie mi o to, by w tym miejscu pokazać rzecz następującą:

1. Przeróbka (np. fermentacja) odpadów pozwoliłaby nam uniknąć kar, bo spokojnie zmieścilibyśmy się w wymaganym poziomie odzysku i recyklingu;

2. W wyniku fermentacji uzyskiwalibyśmy np. gaz naturalny, a są już auta na tym gazie jeżdżące, podobno nawet ciężarówki, czyli mielibyśmy niskoemisyjne paliwo;

3. Przeróbka floty aut w wymiarze całych państw „na gaz” z pewnością będzie tańsza i mniej obciążająca dla środowiska niż przestawienie całych państw na „elektryki”;

4. Zyskujemy też odrobinę niezależności energetycznej;

5. Dla wyznawców religii klimatyzmu: „domykamy” cykl węglowy, ZNACZĄCO obniżamy ogólną emisyjność (tak, tak rafinacja ropy, albo elektroliza soli, aby otrzymać lit) TEŻ wymaga dużych nakładów energetycznych, a nie słyszałam, by ktoś je uwzględniał w bilansach. Co więcej, zbliżamy się trochę do gospodarki obiegu zamkniętego oraz działamy w myśl zasad rozwoju zrównoważonego, tj. wykorzystujemy nie dość, że odpad, to jeden raz więcej. Jeśli chcemy ratować klimat, to musimy SKUTECZNIE obniżać emisję CO2, pyłów i in. Wykorzystanie paliw z odpadów daje tę możliwość, elektromobilność – nie bardzo. Elektromobilność, to rozwiązanie „końca rury” modne w latach 70-tych ub. wieku, dziś przestarzałe. Sposób z fermentacją zapewnia nam rozwiązanie dwóch problemów (odzysk odpadów i zmniejszenie emisji ogólnej, przy tym brak kar), zaś elektromobilność NIE rozwiązuje żadnego z tych problemów, a jeszcze zostają nam kary.


Jak widać, opcja fermentacji, hydrolizy lub zgazowania odpadów daje niezłe możliwości środowiskowe, a do tego poprawia nam sytuację finansową (wychodzimy z kar, a JEDNOCZEŚNIE nie żyłujemy się na elektryki). No i tego właśnie *ujnia jakoś nie promuje. Biogazownie w praktyce wciąż mają kłody pod nogami, a reszta tematów nie pojawia się w *unijnych wyznaniach ekologicznej wiary. Nie pytam dlaczego tak, ani gdzie się podział rozsądek. Nie pytam też „Po co nam TAKA Unia?”, bo to odrębny temat. Pytanie mam proste: Czy *ujnia za cel przyjęła zeroemisyjność? Naprawdę? To dlaczego nie ma rozwoju technologii przeróbki odpadów na paliwa? A może to nie zeroemisyjość jest celem? Wszak elektromobilność jej nie zapewnia, a mimo to jest tak usilnie forsowana… Mamy się zainteresować kto na tym zarobi?? Zarobek ludzka rzecz, tylko droga *ujnio, mnie mydl nam oczu ekologią. Spauperyzowanie całych społeczeństw też nie ma wiele wspólnego z ekologią. Ale dla unijnych tuzów to już chyba za bardzo skomplikowane. Albo po prostu mają to „w tyle”. Jeśli tak, to niech nie żądają od nas entuzjazmu wobec swoich szkodliwych fanaberii.

Pamiętam komunizm i jego bezdenne kretyństwa. Teraz widzę ten sam schemat – zmuszanie społeczeństw do beznadziejnych, a kosztownych idiotyzmów w imię urojeń. Nie, nie dam sobie wmówić, że to postęp i „ratowanie planety”. Jak skutecznie ratować planetę wskazałam wyżej. Pokazałam też, że wbrew oficjalnym deklaracjom, Unia tego NIE robi.



Abstract (translation by google translate)

Has the EU adopted zero emissions as its goal? Really? So why is there no development of waste-to-fuel technology? Or maybe it's not zero emissions that is the goal? After all, electromobility does not provide it, and yet it is so strongly pushed ... We should be interested in who will earn from it?? Earning is a human thing, but dear Union, don’t cheat us with ecology. Pauperizing entire societies has nothing to do with ecology either. But for the EU leaders, it's probably too complicated. Or they just have it in ***. If so, let they don’t expect public enthusiasm for their harmful whims.
I remember communism and its bottomless stupidity. Now I see the same pattern - forcing societies into hopeless and costly idiocy in the name of delusions. No, I will not be persuaded that this is progress and "saving the planet". How to save the planet effectively, I told above. I also showed that, contrary to official declarations, the EU does NOT do this.